dev, test, pracowania itp - strona służąca kombinowaniu z php, mysql i innymi / jacek G
Dzień 81
Chciałbym napisać o tym, jaka dziś brzydka pogoda, ale inny temat ciśnie mi się na klawiaturę.
Po 11tej zadzwonił W i powiedział, że licznik na moim blogu oszalał. Miałem straszny kocioł w pracy, więc jedyne co mogłem zrobić, to szybko sprawdzić co było grane.
Ciemno zrobiło mi się przed oczyma, gdy zdałem sobie sprawę, z tego co się wydarzyło.
Pierwsza myśl, podpowiadała mi, żeby pożegnać się z pingerem i tak powstał wpis o zamknięciu.
Wróciłem do domu i już chciałem wykasować bloga, gdy W (zupełnie mnie zaskakując tymi słowami) powiedział, że nie ma powodu, by uciekać, nie można być tchórzem i jak się powiedziało A, to trzeba powiedzieć B.
Piszę tego bloga tylko dla siebie, Anity2, Stoned in love i Unknow_gay. Z ich zdaniem się liczę, ich czytelniczą sympatię chcę sobie zaskarbić. Jeśli ktoś chce czytać, proszę bardzo. Jeśli ktoś chce krytykować, ma do tego pełne prawo (chyba, że złapie mnie chwila słabości i zablokuję możliwość komentowania).
Szkoda tylko, że złożyło się to wszystko w czasie, gdy ja i W jesteśmy w niebie nr 7.
Dzień 82
Od 25 tys. wyświetleń na moim blogu, zatraciłem autentyczność przeżywania swoich emocji. Teraz już nie piszę, tylko dobieram słowa i przeliczam litery. Ważę zdania, które gładzę przecinkami.
Szkoda.
Dzień 83
Obiecałem W, że nie będę już więcej przeżywał anty-reklamy. Zaraz przestanę. Wcześniej jeszcze tylko mała refleksja na temat słów na pingu zapisanych. Wywołują skrajne reakcje. Ktoś napisał (Stokrotka), ze (chyba) jestem cudowny, a ktoś inny nazwał mnie po imieniu (FAG, 203 razy) i żywcem posłał do ognia piekielnego. Nie zdawałem sobie sprawy, że słowa, zwykłe słowa mogą wzbudzać takie emocje.
Dziękuję za oświecenie.
Dzień 84
Niebo nr 7 trwa. Jesteśmy szczęśliwi. Nie wiem, czy teraz będąc z W, chodzę po ścieżkach zakazanych, czy wcześniej, zaprzeczając sobie samemu, błądziłem. Trudno jest pogodzić dążenie do szczęścia i odpowiedzialność za siebie samego i innych. Jakie konsekwencje przyjdzie mi zapłacić za przechadzkę po ciemnych zaułkach mojego życia?
Widzę szczęście w jego oczach. Czy czyniąc go szczęśliwym robię źle? Czy ranię go? Chyba nie.
CFF’S napisał mi kiedyś, że to tylko życie, więc mam żyć. Nie mam innego wyjścia. Żyję.
W chce uczcić nasz powrót, ten realny powrót. Mam mnie gdzieś jeszcze dziś zabrać. Nie wiem gdzie. Niespodzianka. Kazał mi tylko spakować ciepłe ubrania. Mam zakaz zabierania komputera. Może uda mi się jakoś przemycić sprzęt.
Dzień 85
Sygnał.... Nie mam sygnału....
O jest...
Tak, zabrałem komputer, niestety nie DELLa mini jak radził mi herewithme, bo takiego nie mam, tylko mojego wielkiego, topornego i ciężkiego MACa. Nie da się go nie zauważyć. Trudno, jestem uzależniony od edytora tekstu i nic na to nikt nie poradzi. Musi to uszanować nawet W. Dojechaliśmy wczoraj bardzo późnym wieczorem.
A to ci dopiero niespodzianka.
Kiedy to ja ostatnio byłem nad pięknym i zimnym Bałtykiem? Tydzień temu? Czy to na pewno był poprzedni weekend?
TAK!!!
No dobra. Pomysł Wojtka nie był super oryginalny i innowacyjny, raczej wtórny, oklepany, powtarzalny. Ale, co tam, ważne, że się chłopak postarał, coś zorganizował i chciało mu się prowadzić w ten deszcz.
Dojechaliśmy cali szczęśliwi, mina mi tylko trochę zbladła, jak zobaczyłem, że zbliżamy się do hotelu, w którym zatrzymałem się tydzień temu z Jednością P.
- Czy zrobiłeś tu rezerwacje? – zapytałem.
- Tak. – odpowiadając się uśmiechał. Głupio było mi mówić, że chcę inny hotel. Trudno. Postanowiłem, że muszę się wziąć w garść i jakoś to przeżyć. Było mi już bez różnicy. Mogłem nawet zamieszkać w tym samym pokoju.
Tydzień temu, nie miałem oporów stanąć w lobby i zameldować się w jednym pokoju z Jednością P. Teraz było mi jakoś głupio, szczególnie, że obsługiwał nas ten sam recepcjonista. Wojtek zamówił pokój z jednym łóżkiem. Sam zdał sobie sprawę z popełnionego błędu. Zmieszał się.
Pewnie pracownik recepcji jest przyzwyczajony do gorszych rzeczy. Po prostu para chłopaków wzięła razem pokój. Wielkie rzeczy. Jeśli mnie pamiętał, pewnie sobie pomyślał, że zmieniam partnerów i orientację co tydzień.
Gdy trafiliśmy do pokoju chciało się nam tylko z tego śmiać. I ja i on byliśmy w rewelacyjnych nastrojach. Czułem się szczęśliwy.
Jest ranek. Nie widzę Słońca... nie widzę innego Słońca niż W. Idziemy przejść się Monciakiem.
Dzień 86
Spacer mało udany. Pogoda taka sobie, więc tłumów brak. Przebłyski słońca, chmury, wiatr i deszcz = jesień. Wróciliśmy do pokoju. Nie musimy wychodzić. Możemy zamawiać tu jedzenie i jedyne, co robić, to cieszyć się sobą.
Dzień 87
Odrobinę zmienię charakter blogu-mini. Nie będzie już o popaprańcu i jego życiu bezuczuciowym. Nowe oblicze bloga to METEOROLOGIA.
Dziś relacja prosto z Parku Zdrojowego. Raz słonko, raz deszcz. Chwilowa przewaga słońca. Trochę od morza wali meduzą w glonach, ale da się wytrzymać.
Kolejna prognoza pogody za jakiś czas.
Dzień 88
Niech nikomu przez myśl nie przejdzie, że lubię takie piosenki. To jedna z ulubionych piosenek W. Niech sobie posłucha.
Dzień 89
Jak byłem studentem, to piłem piwo przed wyjściem do lokalu, tak żeby było taniej.
Dziś jak dwa studenciaki jesteśmy napici jak 150 i za chwil kilka wychodzimy do klubu. Czekam na życzenia udanej zabawy.
Dzień 90
Dziękuję za życzenia, spełniło się.
Byliśmy, bawiliśmy się, wróciliśmy. Wieczór wpisał się do kategorii wysoce zajebistych. W się trochę wyluzował, mimo tego, że nie lubi pokazywać się w publicznych miejscach. Oczywiście obaj mamy wrodzony automatyzm (nie mylić z autyzmem, bo to ma tylko Wojtek), który nakazuje nam zachowywać się w towarzystwie... nikt nie domyśla się, że jesteśmy parą.
To straszne, że nie możemy okazywać swoich uczuć nawet drobnym dotknięciem, nie mówiąc już o pocałunku.
Ale i tak było super. Zaległości nadrobiliśmy w zaciszu hotelowego pokoju.
W leży teraz zdechły. Zastanawiam się jak on zamierza dowieść nas do domu. Zadeklarował się, że będzie prowadził, ale nie mogę się na to zgodzić. Cóż, poprowadzę ja, a moje baby (pijacka świnia) niech sobie śpi.
Izka, dzięki za linki, wysłuchałem wszystkiego.
Oak, kocham Jedność P nad życie i w przeciągu naszej znajomości nieraz zdarzało się nam razem odlatywać ponad chmury. Te czasy minęły już dawno temu, bo od jakiegoś czasu Jedność jest „szczęśliwie” związana z Robercikiem, a ja z W. Nigdy nikogo nie zdradziłem i mam nadzieję, że w żadnej zdradzie nie uczestniczyłem. Może zdołałbym wybaczyć zdradę, ale sam zdradzając musiałbym wcześniej zakończyć poprzedni związek, co oznacza, że zdrady nie byłoby. Czasem zdarza się mi i Jedności spać w jednym łóżku, nawet często, ale tylko z powodu braków lokalowych, ograniczenia przestrzeni itp.
Kończę ten wpis o wszystkim i niczym. Pora się umyć i zejść na śniadanie.
Dzień 91
Wojtek powiedział mi, że mam obsesję na punkcie relacjonowania naszego życia na pingerze. Zalecił mi, żebym porozmawiał o tym z psychologiem. W znowu nie pochwala bloga . Nazywa to ekshibicjonizmem mojej nicości. Że ku#wa co proszę? Obnażam się swoją nicością?
Bez obaw. Nie będzie z tego powodu kolejnej kłótni. Wojtek tylko sobie tak żartuje. Ogólnie jesteśmy we wspaniałych nastrojach i pozwalamy sobie na dużo (kogo ja staram się oszukać, pozwalamy sobie na wszystko). Droczymy się.
Szkoda, że ten weekend dobiega końca i za chwilę musimy wymeldować się z pokoju. Nie chcę wracać do domu. Jest mi tak dobrze.
Dzień 92
Mam temat, pewnie nie przejdzie na zebraniu, czego skutkiem będzie niedopuszczenie do druku.
Piszę o serialach i ich aktualności, ich wpływie na nasze życie, lub odzwierciedleniu naszego życia.
Z dzieciństwa pamiętam 90210, Merlose, Baywatch, Chicago Hope, Ally McBeal i Friends. To były czasy! Seriale były emitowane z pewnym opóźnieniem (one season behind), ale i tak stanowiły wyznacznik nowoczesności, mody, trendów w życiu. Bryki wydawały się takie odjechane, sposób bycia wyluzowany. Gdy przypadkiem natrafiłem dziś na jakiś odcinek Merlose, pomyślałem sobie, co za chała i kicz. Jak to mogło mi się podobać, jak mogłem zazdrościć im blichtru, który teraz okazuje się być... co najmniej 15 lat przestarzały. Szok.
Co się ogląda dziś?
The Sarah Connor Chronicles, Ugly Betty, Supernatural, Dexter, nowe 90210, House, Brothers and Sisters, Lost, Prison Break. Na całe szczęście nie musimy czekać roku na premierę nowych odcinków. TV Kabel podaje nam na bieżąco, to co nakręcą za oceanem. Teraz też wszystko wydaje się takie piękne i nowoczesne. Niestety za jakieś 5-10 lat, będę czuł znowu to rozgoryczenie... żal upływającego czasu.
Wniosek, szkoda życia na seriale. Szkoda czasu na ich oglądanie.
Dzień 93
Łukasz. Z tym imieniem wiążą się moje aktualne problemy kategorii ŻYCIOWEJ. Tak ma na imię chłopak, który był związany ze Znienawidzoną K, który był przez nią kochany.
Ale jest i drugi Łukasz. Nie wiele o nim wiem, oprócz tego, że jest ode mnie starszy o rok, wyższy o 3 cm i swego czasu był chłopakiem Wojtka. Podobno byli szczęśliwi.
SWEGO CZASU, tj. po moim i Wojtka pierwszym rozstaniu, do naszego ponownego zejścia. Miałem kiedyś wyrzuty sumienia, że ich związek nie przetrwał, bo mąciłem Wojtkowi w głowie. Rozmawiałem z Łukaszem, raz, albo dwa razy, więc wiele o nim powiedzieć nie mogę. Słyszałem tylko, że jest czuły, wrażliwy, a poza tym to spoko koleś. Nie poświęcałbym mu uwagi na moim blogu typu mini, gdyby nie, to co odkryłem wczoraj wieczorem.
Okazuje się, że chłopaki cały czas pisują do siebie i nie są to maile na temat warunków atmosferycznych, czy notowań na GPW w Warszawie. Świnak-Wojtek pisał mu o wszystkim co się dzieje między nami. O tym, czy sypiamy, czy nie, o tym co robimy i czego nie robimy. Nie rozumiem, czemu, po co i w jakim celu? Dziś zebrałem się na odwagę i zapytałem Wojtka. Odpowiedzi nie dostałem. Doszło tylko do awantury, bo przecież czytałem jego prywatne maile. Naruszyłem jego prywatność i jego dobra osobiste. Dowiedziałem się dodatkowo, że jestem szujowatym gnojkiem, który nie ma pojęcia o dorosłym życiu, że tylko wszystkich dookoła ranię i że może w końcu pora dorosnąć. Usłyszałem, że jestem obrzydliwy, bo niezdecydowany, miękki, bo w dziewczynie zakochany, fałszywy, bo z Wojtkiem zamieszkały.
A podobno nie mieliśmy między sobą sekretów.
Dzień 94
Znowu założył sobie bloga Jak sobie przypomnę czym ostatnio to się skończyło, to aż mnie ciarki przechodzą. To wszystko jest żenujące i beznadziejne.
O ile mogę relacjonować nasze perypetie życiowe, to myśl, że nasz dialog miałby toczyć się na poziome „blogowym” podczas, gdy on jest w pokoju obok, przyprawia mnie o mdłości. To szczyt sztucznego plastiku. Najbardziej beznadziejny kicz wzajemnych relacji. Kłamstwo, którego tożsamości nie potwierdzi nawet dowód osobisty.
Czemu przez 2 dni jest nam tak cudownie, a potem taki kwas? I zawsze mam wyrzuty sumienia, że to przez moją głupotę, przez coś, co wydaje mi się drobnostką, a urasta za chwilę do rangi kataklizmu i globalnej epidemii sraczki.
Idę spać, bo ten dzień mnie przerasta.
Dzień 95
Żeby wyrazić swoją złość i brak akceptacji dla mojego zachowania Wojtek spał na kanapie i nie zrobił mi rano śniadania. Że spał sobie na kanapie i rano pewnie go wszystko bolało, to jego problem, ale żeby nie robić mi śniadania, to już drobna przesada. W końcu tylko czytałem jego prywatne maile, czy to aż takie przestępstwo?
Dzień 96
Po pracy wróciłem do mieszkania Wojtka. Na całe szczęście nie spakował moich rzeczy. Swoich też nie. Jednak coś było nie tak. Nie wiedziałem co. Aaaaaa, nie odzywał się do mnie. Zapytałem się, czy się na mnie gniewa. Powiedział, że mu już przeszło, ale wczoraj chciał mnie zamordować, ciało rozczłonkować i spuścić w toalecie. Jedyne, co go powstrzymało, to brak odpowiednich narzędzi do piłowania kości.
Zapanował pokój, topór wojenny zakopany, pakt o nieagresji przypieczętowany został odrobiną czułości i szczyptą rozkoszy. Znowu poczułem się bezpiecznie i komfortowo.
Ale halo. Ja się otwieram przednim jak książka, mówię mu o wszystkich moich wątpliwościach, troskach i bólach, a on na boku prowadzi sobie miłe konwersacje z jego ex. Może ta cała awantura była sposobem na odwrócenie kota ogonem. Jeśli była, to i tak mu wybaczam, bo w końcu to ja jestem tym niedojrzałym gówniarzem, który wszystkich rani.
Ale to już nie jest ważne. Teraz istotne jest to, że mam go obok siebie.
Byłem bardzo zajęty zawieraniem pokoju. Z tego powodu znikłem raptem na parę godzin a tu taka dyskusja. I to bez mojego udziału!!!
Muszę się ustosunkować do paru kwestii.
1. Nie mogłem otworzyć połowy linków. Jakoś to przeżyję. Zakładając, że było to coś pozytywnego – dziękuję. Jeśli natomiast było to coś haniebnego i nielegalnego – nie dziękuję i stanowczo potępiam.
2. Murem staję w obronie STONED IN LOVE. Nie jest napaleńcem. Jest bardzo porządnym człowiekiem. Odsyłam do jego bloga.
3. Zagubiona – uzależniam? Szkoda, że nie udało mi się uzależnić Znienawidzonej K. W TeleŚwiat napisali, że sezon pierwszy mojego bloga dobiega końca. Nie jest mi wiadomo, czy powstanie sezon drugi.
4. Pesymisto – całe życie wszystko podawano mi na tacy. Teraz nie mogę inaczej, jak tylko w ten sposób. Ale uwierz mi, że potrafię się odwdzięczyć.
5. Pesymisto – robię wszystko co możliwe, by nie dorosnąć. NIGDY.
Dzień 97
Nawet nie zdałem sobie sprawy, w którym momencie mojego życia przestałem myśleć tak intensywnie i czule o Znienawidzonej K. Od kilku już tygodni jestem z Wojtkiem. Jest mi dobrze. Czasem ciężko jest się nam dogadać, różnica wieku, podejścia do życia i takie tam głupoty. On zdeklarowany, ja niezdecydowany. Ale jest jak jest i nic nie zapowiada większych zmian. Jestem szczęśliwy, Wojtek (mimo szczerej chęci pozbawienia mnie wczoraj życia) chyba też. Co chwila powtarza mi, jak mnie kocha. Bardzo wiele to dla mnie znaczy. Pewnie on też chciałby usłyszeć, że go kocham. Ale jeszcze nie jestem gotowy, żeby to wyartykułować. Za jakiś czas, kiedy będę tego pewny, kiedy podejmę ważne decyzje.
Ważne decyzje, które pomogą mi wyeliminować Znienawidzoną K. Pierwszą będzie zmiana pracy. Może ktoś chce mnie zatrudnić.
To jest moje CV
Sticky_and_Sweet
Wiek: prawie 24 lata
Stan cywilny: kawaler
Kontakt: stickyandsweet150@gmail.com tylko z dopiskiem ZATRUDNIĘ S&S w tytule (inaczej nie czytam)
Wykształcenie: zacne i wysoce wyższe, godne pozazdroszczenia.
Doświadczenie zawodowe: wydawnicze, edytorsko – redaktorskie.
Umiejętności: doskonale - żadne, ale szybko się uczę.
Zainteresowania: narciarstwo alpejskie, co dziś na obiad
Możliwa lokalizacja zatrudnienia: cała Polska
Możliwa branża: każda, byleby interesująca i dobrze płatna
Oczekiwane zarobki: WYSOKIE!!!
Dzień 98
Tak sobie leżeliśmy przytuleni. Ja byłem zmęczony po wypadzie na piłkę nożną i nie miałem ochoty na nic, poza nic nie robieniem i tuleniem się do niego. No może miałbym jeszcze ochotę na całowanie. Wojtek jednym okiem oglądał telewizję, a drugim patrzył, czy jeszcze oddycham.
Odezwał się dziwnymi, złowieszczo brzmiącymi słowami: „czy nie czuję się dziwnie będąc bisexem?” A co to znaczy? Pierwszy raz słyszę takie słowo.
Oczywiście, że czuję się dziwnie. Od 23 lat, czyli od dnia narodzin, czuję się jakoś nieswojo i nietypowo, jakby inaczej niż powinienem. I usłyszałem wywód Wojtka na temat mojej pokrętnej osobowości. Słowa, które do mnie dotarły zamykały się w następującej treści:
- Każdy gej marzy o posiadaniu jednego hetero na własność, więc tu mam plus, a raczej pół plusa, bo jestem tylko w połowie hetero.
- Wojtek już się pogodził z moim dziwactwem, ale nie może wyobrazić sobie jak jakakolwiek dziewczyna mogła być ze mną szczęśliwa, a jeśli nawet była, to pewnie przez tydzień by wymiotowała, gdyby dowiedziała się, że jestem taki a nie inny i że w sumie to muszę być obrzydliwy,
- Pora się zdefiniować i postanowić, czego chcę w życiu.
Powiedziałem mu, żeby się zamknął, ewentualnie nie otwierał ust, jak do mnie mówi, bo poważne rozmowy prowadzimy w soboty, a dziś chyba inny dzień tygodnia. Na koniec wyrwało mi się małe pytanko, czemu ze mną jest, skoro jestem taki obrzydliwy. Po bardzo długiej chwili milczenia (chyba musiał to sobie ułożyć w głowie) powiedział, że takiego mnie już pokochał i nie ma innego wyjścia, jak tylko mnie już tak kochać zawsze. A poza tym lubi moje odstające uszy i krzywe nogi.
Co??? Ja przecież mam idealne małe uszka i bardzo proste nogi, może trochę zdeformowane od ciągłego kopania piłki.
Dzień 99
Zadzwonił tato i powiedział, że się za mną już stęsknili (on i mama) i że mam wpaść, najlepiej na cały weekend. Zapytałem, czy mogę zabrać z sobą Wojtka. Usłyszałem „bleee, to wy znowu jesteście razem? Jak już musisz być z jakimś facetem, to nie możesz znaleźć sobie kogoś w swoim wieku, a w ogóle, to nie musisz być z facetem, lepiej to znajdź sobie jakąś dziewczynę”. Wywnioskowałem, że chyba nie mogę zabrać z sobą Wojtka. W związku z powyższym wpadnę, ale nie na cały weekend, ale tylko na sobotni obiad, albo niedzielny. Sam jeszcze nie wiem.
Czemu wszyscy uważają, że jak ktoś jest z partnerem starszym o 9 lat, to już katastrofa? Przecież to nie dekada, to tylko 9 głupich lat. Wojtek ma raptem 32 lata, czy to już taki starczy wiek?
Chyba samego mnie to gryzie.
Generalnie „rodziciele” kochają mnie takim jakim jestem. Akceptują te i inne odchyły, wiedzą, że moja seksualność nie determinuje mojej osobowości. Chociaż pewnie woleliby, by ich synalek wiódł normalne życie. Normalne, czyli jakie?
„Rodziciele” kiedyś nawet lubili Wojtka. Sprawy nabrały innego obrotu, gdy razem zamieszkaliśmy. Uważają, że to za jego przyczyną zszedłem na manowce. Kiedyś moja kochana Mother wezwała Wojtka na krępującą dla niego rozmowę. Powiedziała mu, że jeśli mnie kocha, to powinien ze mną zerwać. Gdy dowiedziałem się o tej rozmowie, chciało mi się tylko śmiać, ale Wojtunio się przejął i bardzo to przeżywał.
Jego rodziców nigdy nie poznałem. Podobno wiedzą o mnie, ale zaakceptowanie sytuacji bardzo wiele ich kosztuje i jeszcze nie zebrali odpowiedniej kwoty, by to zrobić.
Poznałem za to dwie młodsze siostry Wojtka. Ta w moim wieku nawet atrakcyjna. W jest z nimi bardzo zżyty, jak tylko są w 100licy zatrzymują się u niego. Wydaje mi się, że mnie lubią. Mam nadzieję, że nie jest to tylko złudzenie. Są zapatrzone w Wojtka jak w obrazek. Może uważają, że stać ich brata na kogoś lepszego. Czekam tylko, aż któraś z nich zaprosi mnie na rozmowę i powie, że dla dobra ich brata powinienem z nim zerwać.
Zrywać nie zamierzam, bo chwilowo czuję się szczęśliwy, oczywiście dzięki niemu. Lada dzień zapomnę jaka litera stała za wyrazem Znienawidzona.
Dzień 100
710
Dzień 101
Wczoraj stało się coś, o czym nie chcę pisać, bo jest to zbyt świeże i pewnie wszystkich boli.
Dzień 102
Wróciłem w piątek do mojego mieszkania. Kwiaty zwiędły, a wszystko pokryły trzy centymetry kurzu. Muszę posprzątać, ale nie tylko w mieszkaniu.
Dzięki za dobre słowa. Pokrzepiające jest to, że są osoby, które z zaangażowaniem czytają moje wpisy.
Muszę dziś zabrać swoje rzeczy. Nie chcę tego odkładać na „niewiadomo” kiedy. Mam nadzieję, że pójdzie gładko.
Dzień 103
To już chyba 3 dzień odkąd:
1. zerwałem z Wojtkiem
2. wiem, że choć nigdy z nią nie będę, kocham Znienawidzoną K
3. staram się wziąć w garść i jakoś ogarnąć moje życie
Byłem zabrać swoje rzeczy. Wytłumaczyć się, przeprosić i pożegnać. Te 30, 40 minut z nim były jednymi z najcięższych, jakie przyszło mi przeżyć. Masa słów o miłości i nienawiści, łzy, prośby, groźby, szarpanie i przytulanie.
Tyle negatywnych emocji, a wszystko z mojej winy.
Po następnym wpisie znienawidzicie mnie.
Dzień 104
Ściągnij aktualizację do mojego bloga typu mini. Po zakończeniu instalacji wymagany jest restart komputera.
Wszystko miało miejsce w piątek, więc może wspomnienia, o których chcę zapomnieć zatarły się trochę. Przypominam sobie, że mój tajny wywiad doniósł mi, iż Znienawidzona K zamieszkała z kimś nowym. I wtedy uderzyła mnie w sam środek mózgu jedna mała myśl – KOCHAM ją i umieram z zazdrości. Kocham jej umysł i ciało. Nie mogę żyć bez jednego i drugiego. A teraz ona żyje dla kogoś innego, ktoś inny dla niej. W ciągu 3 sekund zdałem sobie sprawę, że straciłem tyle czasu czekając na niewiadomo co, że jestem z Wojtkiem, który zasługuje na gwiazdkę z nieba, a nie na kolesia, który go wykorzystuje. W jednej chwili postradałem zmysły i chciałem uderzyć głową w szybę. Oczywiście tego nie zrobiłem, sam tylko wystraszyłem się swojego dziwnego odruchu.
Po chwili się uspokoiłem i pomyślałem, że to tylko informacja, jedna z wielu, które będą do mnie docierać raz na jakiś czas. Pamiętam jej słowa, pamiętam całą historię. Nie mam już nadziei, a ta podobno miała umrzeć ostatnia. Jestem zraniony. Ranić tylko mogę.
Po pracy wróciłem do Wojtka. Miałem ochotę tylko na jedno. Nie chciałem czekać do nocy. Wojtek się cieszył. Nie znał powodów, które mną kierowały, ale nie o powody chodziło. Kochaliśmy się jak już dawno się nam nie zdarzało. Było tak słodko, namiętnie, intensywnie, miło. Postarałem się, a może samo tak wyszło.
Dziwne jak się wszystko poprzeplatało tego wieczoru. Po wszystkim ktoś zadzwonił do drzwi. Niespodziewanym gościem okazał się być Łukasz. Byłem zaskoczony. Nie wiedziałem czego mógł chcieć. Nie chciałem im przeszkadzać. Poszedłem pod prysznic. Nawet przez myśl mi nie przeszło, by ich podsłuchiwać. Inne rzeczy rodziły się wtedy w mojej głowie. Spojrzałem w zaparowane lustro i zobaczyłem to, czego widzieć nie chciałem. Byłem sam, z dala od osoby, której bliskości tak bardzo pragnąłem. Gdy wyszedłem z łazienki, oni cały czas rozmawiali, a Wojtek wyraźnie był skrępowany niezapowiedzianą wizytą Łukasza. Może bał się, że będę mu robił wyrzuty takie same, jak te po mailowej aferze. Cały czas nie chciałem im przeszkadzać. Pocałowałem Wojtka i powiedziałem, że jadę na siłownię i wrócę za jakieś 2 godziny.
Ostatni raz go pocałowałem, zostawiając go z kimś, kto się nim zaopiekuje. Z siłowni pojechałem do swojego mieszkania. W. dzwonił do mnie całą noc. Nie odbierałem telefonu. Niczego mu nie tłumaczyłem. Jedyne, co mu zostawiłem to wątpliwości.
Dopiero dziś się mu wytłumaczyłem. Oczywiście nie zrozumiał. Jestem jak ta spleśniała truskawka.
Dzień 105
Nie mogłem być dłużej z Wojtkiem, nie mogłem go oszukiwać i zwodzić.. Nie mogę powiedzieć, że go nie kocham. Zawsze będę go na swój sposób kochał i zawsze będzie miał kawałek mojego serca. Uczucie żywione do Znienawidzonej K. jest jednak stokroć silniejsze, potężniejsze, ważniejsze, piękniejsze. I nie jest to dyskusja między rozsmakowaniem się w truskawkach, tudzież w poziomkach. Nie chodzi o to, że bardziej mnie pociąga Znienawidzona K. Ważne jest tylko jedno. Kocham ją jak nigdy nikogo nie kochałem i już nie pokocham. Nie wiem czy tak jest, ale właśnie tak czuję. Miłość, to jedna z tych rzeczy, których nie można analizować, nauczyć się, czy wypracować. To jest to co się czuje w sercu, dotyku, smaku i zapachu. A moje serce bije dla niej, czuję jej zapach, smak i jedwabiście gładkie ciało.
Dzień 106
Jestem sam trzecią noc i już mi odbija. Odwiedziłem znienawidzone N-K, myspace i facebook. Chyba z nudów napiszę kolejny wpis.
Dzień 107
Autoreklama, jakby ktoś się zainteresował. Ten ktoś musi spełniac tylko jeden warunek. Musi nazywać się Znienawidzona K.
Wierzę w przeznaczenie. Wierzę w ciężką pracę. Wierzę w miłość. Wierzę, że to co dostajesz od życia jest wynikiem tego co dałeś innym. Staram się uczyć na swoich błędach. Jestem lojalny w stosunku do moich przyjaciół. Wierzę w Boga. Myślę, że nie można traktować siebie zbyt serio, chociaż czasem o tym zapominam. Właściwie się odżywiam. Stale staram się doskonalić w każdym obszarze mojego życia. Kocham się śmiać i wygłupiać. Wierzę, że nie ma rzeczy niemożliwych
Dzień 108
To jeszcze nie jest nowy sezon, ale chęć napisania tu czegoś jest chwilowo większa od chęci nie pisania w ogóle. Zgodnie z obietnicą posprzątałem mieszkanie, tylko jeszcze w głowie zostało mi sporo bałaganu. Od rozstania z W trzymałem się całkiem, całkiem. Oczywiście do CZASU, ale o tym za CZAS jakiś.
Jedyna osoba, z którą się spotykam i rozmawiam to Jedność P. Gdyby nie jej mąż – Robercik, to bym już dawno się do niej wprowadził. W międzyCZASIE spotkałem kilka razy na pokrętnych korytarzach Znienawidzoną K. Wymiana spojrzeń i uśmiechów. Nic więcej. Jakoś sobie z tym radzę. Może z CZASEM przestanie mi przeszkadzać, że pracujemy w tym samym budynku.
No i teraz przyszedł CZAS, żeby napisać to, co chciałem napisać za jakiś CZAS. Dziś zadzwonił W i zapytał się, czy nie mam nic przeciwko wprowadzeniu się Łukasza. Trochę mnie zamurowało. Poczułem się, jakby ktoś mnie oszalował, a potem wlał we mnie beton. Zdziwiło mnie, że w tym świecie wszystko się tak szybko zmienia. To dobrze, że W już jest w stanie układać sobie życie na nowo. Nie wiem tylko czemu do mnie zadzwonił w tej sprawie. Nie potrzebuje przecież mojego pozwolenia. Może chciał się pochwalić, a może chciał mnie zdenerwować.
Co udało się mu osiągnąć? Pewnie wzbudzenie mojej zazdrości. Jedyne, czego teraz chcę, to by ktoś się ze mną kochał i szeptał mi do ucha, jak bardzo mnie kocha.
Spodziewam się, że ktoś napisze mi, iż miałem więcej szczęścia niż rozumu. Ten ktoś będzie w błędzie. Decyzja o rozstaniu z W była jedyną dorosłą decyzją w moim życiu.
Dzień 109
Zarzekam się, że to jeszcze nie czas na drugi sezon na moim blogu, ale sprawy nabrały takiego zatrważającego obrotu, że nie sposób o tym nie pisać.
W komentarzach rozgorzała dyskusja pod tytułem „Co miał na myśli W”. Dziękuję za wszelkie możliwe interpretacje. Już jutro przekonamy się, która diagnoza dziwnego zachowania mojego byłego kochanka była słuszna. Przekonamy się, ponieważ przed 23 minutami zadzwonił W i powiedział, że chce się ze mną jutro zobaczyć i wyjaśnić mi parę spraw. Ponieważ o tej godzinie jestem bardzo trzeźwy, zaprotestowałem i powiedziałem, że nie musi mi nic wyjaśniać. Nalegał. Powiedział, że jest teraz z Łukaszem, więc mogę czuć się bezpiecznie (nic nie chce z mojej strony) i koniecznie musi rozwiać moje wątpliwości. Dodał, że będę bardzo zadowolony z tej rozmowy.
Ponieważ stan mojego zadowolenia jest ostatnio na niebezpiecznie niskim poziomie, zgodziłem się na małą kawę na neutralnym gruncie. WIEM, ŻE POPEŁNIŁEM BŁĄD. Ale może nie będzie tak tragicznie.
Obok masy przytłaczających mnie problemów pojawił się jeszcze jeden, bardzo mały, wręcz malutki. Chociaż, gdy o tym mowa, wolałby używać słów „wielki”, „ogromny”. Odkąd nie mam seksu, mój organ rozrodczy zaczął ulegać inwolucji. Tłumaczę sobie, że to od zimna. Jak myślicie powinienem iść z tym do lekarza?
Dzień 110
Jestem naiwny, głupi, słabo doświadczony. Sam popełniam błąd za błędem, ranię innych i czuję się zraniony przez jedyną, którą kocham. Jednocześnie wierzę, że tylko wyjaśnienie sytuacji, wylanie swoich żali, wykrzyczenie swojego bólu może przynieść nam katharsis. Dlatego nie unikam konfrontacji, z tego powodu chcę zawsze rozmawiać. Nawet jeśli mój rozmówca jest sprawcą mojego bólu, zadaję mu pytanie, czemu to robi.
Mam Znajomego, który cierpi przez kogoś. Jedynie się domyślam, że wciąż kocha tego kogoś. Mój Znajomy poszukuje spokoju, na który zresztą zasłużył. Pewnie z upływem czasu, spokój przyniesie ukojenie i zapomnienie. Nawet nie śmie namawiać mojego Znajomego do jakiegoś działania, bo boję się, że może to przynieść więcej złego niż dobrego. Ale boję się, że brak wyjaśnienia, brak rozwiązania, nie pozwoli na spokojny sen, a ten ból będzie trwał i trwał.
Dzień 111
Spotkałem się z W. Był miły, radosny, uśmiechały się jego usta i oczy. Przypomniałem sobie jego wyraz twarzy, gdy zabierałem rzeczy z jego mieszkania. Był skrajnie inny od tego z dzisiejszej kawy.
Usiedliśmy przy stoliku (prawdziwym wyzwaniem było znalezienie dziś czegoś otwartego). W oparł się łokciami o blat, założył ręce i przechylił się w moim kierunku. Ja, jak od złego, odchyliłem się do tyłu. W zaśmiał się i zapytał, czy aż tak się go boję. ZGROZA. Nie potrafię przy bliskich mi osobach kontrolować mojego języka ciała. Oczywiście, że się bałem. Nie tyle jego, co tej rozmowy.
Cały czas nie mogłem zrozumieć tego jego uśmiechu. Wyglądał, jakby był zadowolony z siebie i z życia.
Proszę Pań i Panów, W przemówił. Specjalnie dla mnie samego i obserwatorów mojego bloga – wyjaśnienia W: kocha mnie, przynajmniej tak czuje, ale w jakiś cudowny sposób zrozumiał, że nie może być ze mną szczęśliwy. Sam zadzwonił do Łukasza, umówił się z nim i znowuż w jakiś kolejny cudowny sposób poczuł się bardzo szczęśliwy. Radzi sobie świetnie za dnia, jedynie nad ranem dopadają go myśli na mój temat i wtedy chce mu się wyć z bólu, ale liczy, że to mu przejdzie. Chce mnie mieć na oku, a czytanie mojego bloga mu nie wystarczy, chce przynajmniej raz na jakiś czas wyjść ze mną na piwo, kolację, czy spacer. Tak myśli teraz. Niewykluczone, że za jakiś czas zmieni podejście i będzie chciał mnie zamordować, ale teraz (sam tego nie rozumiejąc) czuje się szczęśliwy, oświecony i pewny swojego.
On się uśmiechał, a ja zrobiłem wielkie oczy i nie byłem w stanie powstrzymać opadającej szczęki. Zawsze postrzegałem go, jako tego poważnego i zrównoważonego, a tu takie bzdury wysłuchuję. Tym razem postanowiłem być właśnie tym mądrzejszym i bardziej odpowiedzialnym. Zapytałem, czy nie uważa, że łatwiej będzie mu zapomnieć, jak przestanie mnie widywać (nawet raz na jakiś czas). Zapytałem też, czy Łukasz o tym wie, bo ja nie chciałbym trwać w czymś takim. Nie odpowiedział mi na te pytania. Rzucił tylko kilka słów: Środa, 19ta, kolacja z nim i Łukaszem.
Zdałem sobie sprawę, że rozmawiam z obłąkanym kolesiem.
Wychodząc z kawiarni, byłem w ciężkim szoku. Teraz sobie myślę, że to niezła kupa śmiechu z przewagą kupy. Oczywiście w środę zamierzam się zamknąć na 4 spusty i nie w głowie mi wspólne kolacyjki. Zdaję sobie sprawę, że funkcjonuje coś takiego jak przyjaźń z kimś byłym, ale to jest drobna przesada. Poza tym pracuję nad drugim sezonem mojego bloga i w środę zwyczajnie nie mam czasu.
Dzień 112
Nadmiar stresu związanego z niechcianym spotkaniem dał efekt w postaci dziwnych efektów chorobowych. Pojawił się kaszel oskrzelowy, stan podgorączkowy i odksztuszanie zielonego, obrzydliwego czegoś. Niestety w Święto Wszystkich Świętych wszyscy jakby powymierali, lekarze też. Jedyny mi znany MD to moja Mother. Pojechałem więc do rodziców. Diagnoza: przemęczenie, stres, depresja = infekcja. Dała mi jakiś Azithromycin i poleciła łykać przez 3 dni (przez 4 nie mogę, bo w opakowaniu były tylko 3 tabletki).
Wykrzyczała, że mam być zdrowy za 4 dni, bo we wtorek ma dla mnie jakąś niespodziankę i z niespodzianki nici, jak będę chory.
Dziś nocuję u Państwa Starszych. Zrobili dziwne miny jak im zakomunikowałem, że zerwałem z W. Tatko mnie przytulił w ramach pocieszenia, a na buziach obu Rodzicielów pojawił się dziwny uśmiech. Starszy zapytał się, czy mam ochotę się napić, bo on otworzy wino z tej „okazji”. Mother wrzasnęła, że nie mogę pić, bo dała mi właśnie antybiotyk, ale ona chętnie się napije.
Dobra, położę się i będę umierał z choroby i braku miłości, a oni niech sobie świętują.
Dzień 113
Cokolwiek napiszę na blogu o exW, zaraz mogę liczyć na telefon ze sprostowaniem lub tłumaczeniem. Pomijam już temat środowej kolacji, bo jeśli nawet miałbym kiedykolwiek wejść w przyjacielskie relacje z exW, to w tym momencie jest stanowczo za wcześnie.
Korzystając z tego, że mój blog jest niejako platformą komunikacyjną między mną, a exW, chcę coś napisać.
Uważam, że Łukasz nadużywa ę i ą, chodząc faluje tyłkiem, a mówiąc gestykuluje prawą ręką robiąc kąt prosty między kciukiem, a pozostałymi palcami. Może nie czyni go to przegiętym, ale na pewno odrobinę zniewieściałym.
Proszę nie dzwonić do mnie w tej sprawie.
Dzisiaj Zaduszki. Pomódlcie się za swoich bliskich-zmarłych.
Dzień 114
Jestem niepoważny. Zadzwonił exW i jak cielakowi wszystko mi wytłumaczył. ExW chce przyjaźni, a jeśli ja nie potrafię tego docenić, to moja strata. On buduje z Łukaszem związek, coś poważnego w odróżnieniu do tego, co łączyło mnie z nim. Cały czas chce mojego dobra i wierzy, że możemy się przyjaźnić. Jeśli ja nie jestem gotowy, to da mi czas. ExW zarzeka się, że nie jest to żadna gra, fortel, czy zabieg mający na celu zdobycie mnie.
Chyba mu wierzę, więc nic już o nim i Łukaszu nie piszę. Obaj są bardzo w porządku (za wyjątkiem małej zniewieściałość Łukasza), więc niech się im układa.
ExW ma też rację, co do tej przyjaźni. Zawsze traktowałem go jak przyjaciela.
Dobra, zmiana tematu. Wszyscy zapominamy o exW i Łukaszu, nie kopiemy ich więcej w genitalia. Muszę ustosunkować się do komentarzy.
OMG!!! Mylisz się, ale nic Ci nie będę tłumaczył. NIE ZADAWAJ TAKICH PYTAŃ. Tak wiem, że mój blog jest zajebisty.
STONED, będzie mi lepiej NIE z kobietami, tylko z tą jedną jedyną. Zrobię wszystko, by ją zdobyć. Najpierw zrujnuję jej obecny związek, potem ją do siebie przekonam, następnie pobędę z nią szczęśliwy, poczym zdecyduję się podjąć ryzyko i wszystko jej o sobie opowiem, w końcu będę musiał jeszcze raz ją do siebie przekonać. To mój plan na najbliższe miesiące. Jak mi nie wyjdzie to... wymyślę coś nowego.
CFF’S – pocieszę Ciebie. Rozmiar nie ma znaczenia, liczy się technika. Jeśli i tu masz jakieś braki, to może przynajmniej jesteś miły i sympatyczny.
Dzień 115
Zdaję sobie sprawę z tego, że jest kilka osób, które czyta mój blog, ale żeby od razu kopiować i podpisywać się pod tym, to już drobna przesada.
Copyright © 2008 by stickyandsweet.pinger.pl/, Warsaw
Wszelkie prawa zastrzeżone. Blog ani żadna jego część nie może być kopiowany ani w żaden inny sposób reprodukowany czy powielany mechanicznie, fotograficznie, elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywany w środkach masowego przekazu bez pisemnej zgody autora.
Dzień 116
"Dlaczego tak trudno znaleźć kobiecie mężczyznę, który byłby wrażliwy, troskliwy i przystojny?
- Bo on przeważnie ma już chłopaka".
Dzień 117
SZOK!!! Niespodzianka Rodzicieli.
Moi ukochani Rodziciele kupili mi dwutygodniową wycieczkę do Edziptu. Pierwotnie dla mnie i exW, ale w związku z tym, że exW jest ex udali się do biura podróży i jakoś to odkręcili. W pierwszej chwili postanowiłem zabrać Jedność P, ale ta powiedziała mi, że nie może porzucić dzieci i Robercika aż na 2 tygodnie. Zabieram więc Zabawną K-asystentkę. Jej chłopak jest wkurwiony, ale ona cała rozpromieniona. Ani ja, ani Zabawna K nie mamy tyle urlopu, ale jak się nie stawimy do pracy, to chyba głów nam nie pourywają.
Wrócę zrelaksowany i opalony!!!!
Szkoda, że nie mogę zaproponować tego wyjazdu Znienawidzonej K.
Jak tylko wrócę zaczynam blogowy sezon drugi.
SEZON PIERWSZY
-------KONIEC-------
Zobacz te|:najlepsze wpisy
jakaś stopka / strona testowa nr3 dla php, mysql, mod_rewrite, xml
zdjecie | angielska | szkola-czeskiego | interpelacje | katalonia | czesko-finski | opisowe | sentencje | pl-ortografia | angielski-onlline | slownik-niemiecki | ortografia-grecka | slownik-czeski | chorwacki | malyslownik-cz